28 maj 2012

Co się ze mną dzieje?

Moi kochani! W tym filmiku usilnie tłumaczę się, dlaczego to ostatnio znów przestałam dawać jakieś znaki życia. Niech obejrzą go Ci, którzy są ciekawi co się ze mną dzieje i czytają też moje wypociny, żeby później nie było, że Was porzuciłam, albo nie chce mi się pisać.



Buziaki. :*

12 maj 2012

Tym Panom już poDENKOwałam.

Tak! Tak! Żeby nie było, muszę Wam pokazać, że ja też czasem coś lub kogoś wykończę. :P

Denka byłoby u mnie więcej, bo częściej ostatnio zużywam niż kupuje, jednak nie chce mi się trzymać pojedynczych opakowań przez parę tygodni i zagracać nimi szafy, żeby później robić jedno wielkie dno, tak więc wybaczcie. Na moje szczęście, udało mi się zebrać parę rzeczy w jednym czasie, dlatego też dzisiaj pokazuje i pisze o nich co nieco.


Zacznę może od najbardziej pożądanego, godnego wypróbowania według wszystkich, kosmetyku ostatnich miesięcy. Mowa o czym? Oczywiście o:


Nie jest to recenzja, więc muszę się uwinąć w kilku słowach, co dla mnie jest trudne, bo zawsze mówię o najdrobniejszych rzeczach i staram się robić recenzje jak najdokładniej…
No cóż, mój tynk był w kolorze najjaśniejszym (100 Ivory) niestety za ciemnym o ton przynajmniej, ponieważ musicie wiedzieć, że jestem naprawdę biała jak ściana, jeszcze nie widziałam drugiego tak białego białego. To co w nim mi się podobało i co wyróżniało go też od innych podkładów, to z pewnością była konsystencja, rzeczywiście była lekko żelowo/kremowo/musowa, baaardzo, ale to bardzo przypadła mi do gustu. Generalnie używanie podkładu i sam proces nakładania był bardzo przyjemny, powiedziałabym że aż nader. Kiedy nałożyłam go więc na twarz po raz pierwszy pokładałam w nim wiele nadziei, a że nadzieja matką głupich, to wiadomo jak to się skończyło… Nie dość, że za ciemny, to jeszcze te straszna reakcja na kontakt z wodą! Kiedy padał deszcz, albo człowiek się bardziej zgrzał, to kaplica, wyglądało się jak w kropki, zero jakiejkolwiek estetyki. Jeśli chodzi o krycie, to też średnie, powiedziałabym bardziej, że to podkład na lato. Mimo to na lato nie będzie, bo w kropki być nie chce. A i jeszcze jedno! Jeszcze cena i pojemność. Też mi się nie podoba. Koszt ok. 24 zł/18ml to nie jest wiele, typowe podkłady mają 30 ml… Małą pojemność zamaskowali masywnym, acz cieszącym oko opakowaniem, ale co mi po tym jak stojąc przy kasie mogę sobie szybko przeliczyć, że za 30 ml tego podkładu wydam ok. 45 zł, szkła na twarzy nie nosze, nie wiem jak Wy!

Jeśli chodzi o tego delikwenta:


Przykro mi. Tutaj nie mam dużo do pisania. Nie wydłuża mi za specjalnie rzęs, nie pogrubia, trochę podkręca, ale który tusz tego nie robi? Miała to być ulepszona wersja kultowej czarnej mascary, nie udało im się. Szczoteczka fajna, wygodna ,mimo iż duża. Cena jednak też wysoka [ok.45 zł! ], jak na jego możliwości. Na pewno nie zakupie go ponownie, na rynku można dostać tusze 2, a nawet 3 razy tańsze i tyle samo razy lepsze od niego.

Znowu Rimmel! Tym razem na ustach i w samych superlatywach:


Pierwsze co wpada mi do głowy jak patrzę na ten błyszczyk, to czas przez który go zużyłam, czyli ok. 2 lata. Jest strasznie wydajny. Następna sprawa to pojemność – 14 ml, cena – 15 zł/10zł[promocja]. Błyszczyk nie daje żadnego koloru, ale! Ma przepiękny zapach, może i dość chemiczny, ale dalej świetny, dość cukierkowy/owocowy. Daje efekt tafli na ustach, który ja ubóstwiam i szukam wszędzie. Ładnie nawilża. Trzyma się ok. 5-6 godzin. Chyba że go zjemy, ale jak zjemy to nie szkodzi, bo smaczny. ;)  Ja często nakładałam go na pomadkę. Trochę się klei, ale mi to nie przeszkadza, bo zawsze wychodzę z założenia, że jak chcę żeby coś na ustach się trzymało to kleić się musi, a po za tym lubię coś czuć. :)

Jeśli już mówimy o ustach…


Carmex. Używam na noc. Wolę wiśniowy. Koniec, o nim już więcej nie truje, bo jego przesyt już czuć od dawna.


The Body Shop. Firma niby to sprzyjająca środowisku, w jakiś sposób starająca się być naturalną, pitu pitu… Jak jest naprawdę? Nie mnie pytać, ja się nie znam na tym, jednak lecę na takie bajery. Patrząc jednak na ogół tej firmy zdaje mi się, że widzę przerost formy nad treścią i znowu płacimy za – opakowania, reklamę, całą tą cudowną otoczkę, niby sprzyjanie środowisku, a w jakiej części płacimy za produkt?
Bolą mnie te ceny z TBS, i chyba nie mnie jedną. Może i skusiłabym się na więcej rzeczy, może i spróbowałabym osławionych maseł do ciała, ale nie za takie ceny, zlitujcie się. Co chwile to widzę, jak ktoś porównuje te masła do Biedronkowych. I to nie tylko tej firmy się tyczy, zawsze znajdzie się tańszy odpowiednik, chyba że chcemy wydać pieniądze i mieć akurat TO.

Ale nie o firmie miało być, jednak wstęp się należał, bo mówi o tym, że dobrym uczuciem koncernu tego nie darzę. No nie. Jednak jeśli chodzi o masełka do ust, to jak najbardziej jestem za! Jednak żebyśmy się tu nie pomylili, to nie jest wspomniany wcześniej Carmex, mimo to te masła mają w sobie coś takiego, że mam do nich słabość. Zapachy (szczególnie Shea), konsystencja, i niestety opakowanie, przed którym się tak wzbraniałam. Lubię ładne opakowania, ale nie kosztem dobrej ceny. Cena? 20 zł/10ml Na usta mogę tyle wydać. :) 


Zmusić mnie żebym smarowała ręce, to jak zmusić psa żeby zaczął miałczeć. Nie cierpię kremów do rąk, bo jak nawilżają, to się długo wchłaniają, zostawiają ślady, lepią się i nie ładnie pachną. Taki jest właśnie ten krem. Ma strasznie intensywny, chemiczny zapach i dużo śliskiej gliceryny. To była miniaturka do torebki, którą cudem, po nie wiem jakim czasie zużyłam. Znaleźć ładnie pachnący, nawilżający dłonie, niedrogi krem, jest niemożliwym. A w tym czasie moje dłonie i skórki proszą o pomstę do nieba.

A na koniec moje niezłomne, przepięknie z zewnątrz, jak i w środku, perfumy – Currara Touch & Die:


Co tu będę dużo mówić? Uwielbiam je, ubóstwiam i kocham nad życie. Dostałam je w prezencie od cudownej Ani [ Dziękuje! :* ] dlatego też nie wąchałam innych zapachów Currary. Z tego co wiem trudno je gdziekolwiek zdobyć. No cóż… Będę szukać. Zapach powalił mnie na kolana i pewnie nie ciągnie się za mną kilometrami, nie jest dopasowany idealnie, ale co ja poradzę? I tak chyba nigdy mi się to nie uda, a ten chociaż sprawia mi taką przyjemność, jak żaden inny. :) 
Nie pytajcie mnie jak pachnie, bo opisywaczem zapachów dobrym nie jestem. Mogę powiedzieć jedynie, że perfumy są dość intensywne.
Jeśli chodzi o nuty, to co znalazłam w internecie : 
Nuty zapachowe: herbata, bergamotka, kwiat pomarańczy, róża, frezja, hibiskus, wanilia.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje zużywanie kosmetyków. Nie jest to oczywiście typowe DENKO, ponieważ kosmetyki zużywam na bieżąco i staram się nie kupować nowych dopóki nie wykończę starych ( UWAGA! Zasada ta nie dotyczy lakierów i produktów do ust! :P ).

A Wam jak idzie zmniejszanie asortymentu w swojej szafie?
Pochwalcie się!
Buziaki. :*

8 maj 2012

Sprawozdanie z majówki - zwiedzanie Pomorskiego [?]

Hej kochani! :) Dawno mnie tu nie było! Dzisiaj mam nadzieję, że Wam to wynagrodzę – trochę zdjęć i opisu z mojej majówki.

Na długi weekend wybrałam się nad morze, a dokładniej, do małej wsi koło Łeby o nazwie Łebieniec.
Mieliśmy tam z rodzinką cisze i spokój, tak jak i oczekiwaliśmy, bo jedziemy gdzieś żeby wypocząć, a nie z miasta do miasta. 
Pogoda nad morzem niestety nie dopisywała, było zimno i wietrznie, praktycznie cały czas musiałam chodzić w spodniach [ a większość mojej garderoby to były oczywiście sukienki :D ].
Ze wsi dojeżdżaliśmy sobie nad morze, dużo zwiedzaliśmy, generalnie był to aktywny wypoczynek i wróciłam do domu dość zmęczona, a przede wszystkim przeziębiona, ale nic to.

Już nie marudzę, pokazuje zdjęcia :

Oczywiście pierwszego dnia, czym prędzej pognaliśmy na plażę: 



[ To mój tata :) ]

Tak jak wspominałam, wszyscy wracaliśmy zmęczeni, szczególnie Figiel, bo przecież to on najbardziej musiał się namachać łapami żeby gdziekolwiek dojść. :)


Tutaj ja  ( tak ja! Możecie nie poznać, bo bez makijażu :P ) w drodze na...


Wieże Stilo :


Widok z wieży [ Na środku można zobaczyć wydmy ruchome Słowińskiego Parku Narodowego, na które później oczywiście i my dotarliśmy. ] :


Tutaj obiecana wcześniej „Polska Sahara” :



A na koniec Kluki i tamtejsze „Czarne Wesele” [klik]: 


Gdzie można było obejrzeć wieeele ciekawych rzeczy między innymi :

Wyrabianie chleba.

 Pieśni i tańce kaszubskie.

Spójrzcie na tych dwóch krasnali! :)) Są przeuroczy.

Za całą zgrają śpiewających i tańczących, stali panowie, bez których impreza by się nie odbyła, zwróćcie uwagę na pierwszy instrument po prawo zaraz koło akordeonu, niestety nie znam jego nazwy.


I tak właśnie wyglądała moja majówka... W pigułce.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie z chęcią odpowiem.

Oczywiście ja mam jedno do Was : Jak Wam się udała majówka? Udało Wam się odpocząć? I gdzie ją spędziliście?
Piszcie! Jestem strasznie ciekawa.
Buziaki! :*
P.S.: Wszystkie zdjęcia zostały zrobione telefonem. :)

17 kwi 2012

Ferrari na paznokciach, czyli lakier Duri w akcji.

Dziś notka, do której zbierałam się bardzo długo. Nie dlatego, że mi się nie chciało, ale dla tego, iż chciałam ją zrobić porządnie i dobrze, jak zawsze. :P 
O czym mówię? O recenzji jednego z 3 lakierów nadesłanych przez firmę Duri :


Dziś zajmiemy się kolorem czerwonym.



Ogólne Informacje :
Cena i pojemność: 35 zł + przesyłka – 15 ml
Dostępność : Na stronie internetowej apbeauty.pl
Co pisze producent :



Plusy :
+ Kolor : Takiej czerwieni jeszcze nigdy nie widziałam! Bezdyskusyjnie i bezkompromisowo jest to najpiękniejsza czerwień jaka mogłaby być, głęboka, czysta, mocna i klasyczna. Nosząc ją na paznokciach często słyszę komplementy. Rzeczywiście jest wyjątkowa. Ja sama nie mogę się na nią napatrzeć. [ Zdjęcia, które pokazuje są robione i aparatem cyfrowym i komórką, ponieważ jak się okazało mój telefon o niebo lepiej oddał piękno koloru, aparat pokazał go jak zwykłą czerwień, a zwykła ona na pewno nie jest! ]
Zdj. z komórki, dzień 1, pod słońce.



+ Wytrzymałość : Zdecydowanie na plus. Na moich paznokciach większość lakierów trzyma się ok. 2-3 dni. Ten ok. 3-4. Wraz z Top’em Duri 4-5, ale o nim kiedy indziej. Tyle wytrzymuje tylko Revlon.

Dzień 4 bez Top'a, pod słońce.

+Krycie : Ukłony i w tą stronę. Zdziwiłam się mocno, ponieważ okazuje się, że wystarczy jedna cienka warstwa, a paznokieć mamy bardzo ładnie pokryty. Dzięki czemu nie musimy się namachać i nasz manicure nie zajmie nam tyle czasu.

+ Pędzel : Bardzo elastyczny, dość szeroki, jednak nie przesadnie, wystarczająco długi i dokładny. Nie robi smug i innych dziwnych rzeczy.


+ Konsystencja : Odpowiednia. Ni to gęsta, ni wodnista.

+ Opakowanie : Takie, jak Paulinka lubi najbardziej, czyli proste i eleganckie. Cieszące oko. :)

Minusy :
- Cena : 35 zł, na rynku znajdziemy wiele tańszych lakierów, jednak jedyne co tą cenę uzasadnia to pojemność.

- Wysychanie : Niestety, ale lakier nie schnie mega szybko, co bardzo sobie zawsze cenie. Wszystkie wiemy jak to jest, kiedy siedzimy, malujemy nasze pazury i chciałybyśmy żeby już od razu były suche. Niestety, tutaj nie możemy na to liczyć, lakier wysycha dość długo, bo ok. 15 min. Oczywiście jeśli schnie samodzielnie, bez żadnych Top’ów.

- Dostępność : Nie każdy [ mam na myśli tu również siebie ] lubi kupować przez Internet. Czasem się na coś skusze, jednak lakiery warto byłoby zobaczyć na własne oczy, ponieważ czasem kolory wypadają trochę inaczej i później możemy być niezadowoleni.

Podsumowując : Lakier dla odważnych. Kogoś kto nie boi się kupować przez internet i lubi nosić czerwone klasyczne kolory, a po za tym ceni sobie jakość i wygląd. Lakier dla kogoś komu się nie śpieszy, albo kogoś kto używa wysuszaczy. Mi osobiście bardzo przypadł do gustu i na pewno sięgnę po więcej. Kosmetyk jest godny uwagi. 

Miałyście na swoich łapkach? Słyszałyście o tych lakierach? Piszcie!
Buziaki. :*

13 kwi 2012

50 pytań do...

Zasady:
1. Wklej logo tagu.
2. Napisz kto Cię otagował.
3. Otaguj dowolną ilość bloggerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć.
4. W komentarzach pod notką odpowiedz na 50, zadanych Ci przez czytelników pytań.


Za oTAG'owanie dziękuje LadyFlower123! :*

Ja do zabawy zapraszam : 

oraz Urbi.

A Wy śmiało zadawajcie pytania. :)
Buziaki! :*

5 kwi 2012

Przymiarki okołoświąteczne, czyli nibyOutfit.

Wybaczcie, ale ostatnio nie mogę spłodzić nic konkretnego, a nie lubię dodawać też byle czego, za to dziś w trakcie pieczenia ciasta, zamiast robić porządki w szafie, które uważam są mi zbyteczne, poprzebierałam, ponakładałam na siebie i wyszło mi o takie cuś [ Oczywiście na żywo wygląda to o niebo lepiej, ale co ja poradzę, luszczanką i morzem nie dysponuje. :( ]:







Z powodu braku pogody i statywu w postaci człowieka, zdjęcia są jakie są, czyli z elementami umeblowania domowego w tle. :P
Marynarka - Stradivarius
Koszula - Secondhand
Spodnie - F&F
Torebka – Atmosphere
Buty – CCC
Bransoletka – DIY
Wisiorek [ Zegarek ] - House/Cropp [?]
Wisiorek [ Love ] - New Look
Wisiorek [ Reszta ] - Glitter

26 mar 2012

Świeży makijaż przez cały dzień.

Od dawien dawna borykam się z problemem okropnego zbierania się tuszu/kredki/czegośtam pod oczami w pięknych zmarszczkach, co wygląda strasznie nie estetycznie, pojawia się to u mnie po paru godzinach od nałożenia makijażu i wygląda mniej więcej tak : [ Uwaga! Tylko dla silnych psychicznie! ]



Wy też tak macie?
Jak sobie z tym radzicie?
Strasznie mnie to denerwuje, bo nie mam możliwości, ani ochoty zaglądania do lusterka co 5 minut by sprawdzić, w którym momencie toto mi się zbierze, a kiedy wracam do domu, przeżywam nieprzyjemny szok [ „Jak ja wyglądam?!” ].
Cały makijaż robi się nieświeży po połowie/całym dniu, co oczywiście nie prezentuje się dobrze, bo najlepiej jest, wrócić do domu w takim stanie w jakim się wyszło. 

Macie na taki całodzienny świeży look jakieś sposoby?
Podzielcie się! Będę bardzo wdzięczna. :)

Buziaki! :*