Tak! Tak! Żeby nie było, muszę Wam pokazać, że ja też czasem
coś lub kogoś wykończę. :P
Denka byłoby u mnie więcej, bo częściej ostatnio zużywam niż
kupuje, jednak nie chce mi się trzymać pojedynczych opakowań przez parę tygodni
i zagracać nimi szafy, żeby później robić jedno wielkie dno, tak więc
wybaczcie. Na moje szczęście, udało mi się zebrać parę rzeczy w jednym czasie,
dlatego też dzisiaj pokazuje i pisze o nich co nieco.
Zacznę może od najbardziej pożądanego, godnego wypróbowania
według wszystkich, kosmetyku ostatnich miesięcy. Mowa o czym? Oczywiście o:
Nie jest to recenzja, więc muszę się uwinąć w kilku słowach,
co dla mnie jest trudne, bo zawsze mówię o najdrobniejszych rzeczach i staram
się robić recenzje jak najdokładniej…
No cóż, mój tynk był w kolorze najjaśniejszym (100 Ivory)
niestety za ciemnym o ton przynajmniej, ponieważ musicie wiedzieć, że jestem
naprawdę biała jak ściana, jeszcze nie widziałam drugiego tak białego białego. To
co w nim mi się podobało i co wyróżniało go też od innych podkładów, to z
pewnością była konsystencja, rzeczywiście była lekko żelowo/kremowo/musowa,
baaardzo, ale to bardzo przypadła mi do gustu. Generalnie używanie podkładu i
sam proces nakładania był bardzo przyjemny, powiedziałabym że aż nader. Kiedy
nałożyłam go więc na twarz po raz pierwszy pokładałam w nim wiele nadziei, a że
nadzieja matką głupich, to wiadomo jak to się skończyło… Nie dość, że za
ciemny, to jeszcze te straszna reakcja na kontakt z wodą! Kiedy padał deszcz,
albo człowiek się bardziej zgrzał, to kaplica, wyglądało się jak w kropki, zero
jakiejkolwiek estetyki. Jeśli chodzi o krycie, to też średnie, powiedziałabym
bardziej, że to podkład na lato. Mimo to na lato nie będzie, bo w kropki być
nie chce. A i jeszcze jedno! Jeszcze cena i pojemność. Też mi się nie podoba.
Koszt ok. 24 zł/18ml to nie jest wiele, typowe podkłady mają 30 ml… Małą
pojemność zamaskowali masywnym, acz cieszącym oko opakowaniem, ale co mi po tym
jak stojąc przy kasie mogę sobie szybko przeliczyć, że za 30 ml tego podkładu
wydam ok. 45 zł, szkła na twarzy nie nosze, nie wiem jak Wy!
Jeśli chodzi o tego delikwenta:
Przykro mi. Tutaj nie mam dużo do pisania. Nie wydłuża mi za
specjalnie rzęs, nie pogrubia, trochę podkręca, ale który tusz tego nie robi?
Miała to być ulepszona wersja kultowej czarnej mascary, nie udało im się.
Szczoteczka fajna, wygodna ,mimo iż duża. Cena jednak też wysoka [ok.45 zł! ],
jak na jego możliwości. Na pewno nie zakupie go ponownie, na rynku można dostać
tusze 2, a nawet 3 razy tańsze i tyle samo razy lepsze od niego.
Znowu Rimmel! Tym razem na ustach i w samych superlatywach:
Pierwsze co wpada mi do głowy jak patrzę na ten błyszczyk,
to czas przez który go zużyłam, czyli ok. 2 lata. Jest strasznie wydajny.
Następna sprawa to pojemność – 14 ml, cena – 15 zł/10zł[promocja]. Błyszczyk
nie daje żadnego koloru, ale! Ma przepiękny zapach, może i dość chemiczny, ale
dalej świetny, dość cukierkowy/owocowy. Daje efekt tafli na ustach, który ja
ubóstwiam i szukam wszędzie. Ładnie nawilża. Trzyma się ok. 5-6 godzin. Chyba
że go zjemy, ale jak zjemy to nie szkodzi, bo smaczny. ;) Ja często nakładałam go na pomadkę. Trochę
się klei, ale mi to nie przeszkadza, bo zawsze wychodzę z założenia, że jak
chcę żeby coś na ustach się trzymało to kleić się musi, a po za tym lubię coś
czuć. :)
Jeśli już mówimy o ustach…
Carmex. Używam na noc. Wolę wiśniowy. Koniec, o nim już
więcej nie truje, bo jego przesyt już czuć od dawna.
The Body Shop. Firma niby to sprzyjająca środowisku, w jakiś
sposób starająca się być naturalną, pitu pitu… Jak jest naprawdę? Nie mnie
pytać, ja się nie znam na tym, jednak lecę na takie bajery. Patrząc jednak na
ogół tej firmy zdaje mi się, że widzę przerost formy nad treścią i znowu
płacimy za – opakowania, reklamę, całą tą cudowną otoczkę, niby sprzyjanie
środowisku, a w jakiej części płacimy za produkt?
Bolą mnie te ceny z TBS, i chyba nie mnie jedną. Może i
skusiłabym się na więcej rzeczy, może i spróbowałabym osławionych maseł do
ciała, ale nie za takie ceny, zlitujcie się. Co chwile to widzę, jak ktoś
porównuje te masła do Biedronkowych. I to nie tylko tej firmy się tyczy, zawsze
znajdzie się tańszy odpowiednik, chyba że chcemy wydać pieniądze i mieć akurat
TO.
Ale nie o firmie miało być, jednak wstęp się należał, bo
mówi o tym, że dobrym uczuciem koncernu tego nie darzę. No nie. Jednak jeśli
chodzi o masełka do ust, to jak najbardziej jestem za! Jednak żebyśmy się tu
nie pomylili, to nie jest wspomniany wcześniej Carmex, mimo to te masła mają w
sobie coś takiego, że mam do nich słabość. Zapachy (szczególnie Shea),
konsystencja, i niestety opakowanie, przed którym się tak wzbraniałam. Lubię
ładne opakowania, ale nie kosztem dobrej ceny. Cena? 20 zł/10ml Na usta mogę
tyle wydać. :)

Zmusić mnie żebym smarowała ręce, to jak zmusić psa żeby
zaczął miałczeć. Nie cierpię kremów do rąk, bo jak nawilżają, to się długo
wchłaniają, zostawiają ślady, lepią się i nie ładnie pachną. Taki jest właśnie
ten krem. Ma strasznie intensywny, chemiczny zapach i dużo śliskiej gliceryny.
To była miniaturka do torebki, którą cudem, po nie wiem jakim czasie zużyłam.
Znaleźć ładnie pachnący, nawilżający dłonie, niedrogi krem, jest niemożliwym. A
w tym czasie moje dłonie i skórki proszą o pomstę do nieba.
A na koniec moje niezłomne, przepięknie z zewnątrz, jak i w
środku, perfumy – Currara Touch & Die:
Co tu będę dużo mówić? Uwielbiam je, ubóstwiam i kocham nad
życie. Dostałam je w prezencie od cudownej Ani [ Dziękuje! :* ] dlatego też nie wąchałam innych zapachów
Currary. Z tego co wiem trudno je gdziekolwiek zdobyć. No cóż… Będę szukać.
Zapach powalił mnie na kolana i pewnie nie ciągnie się za mną kilometrami, nie
jest dopasowany idealnie, ale co ja poradzę? I tak chyba nigdy mi się to nie
uda, a ten chociaż sprawia mi taką przyjemność, jak żaden inny. :)
Nie pytajcie mnie jak pachnie, bo opisywaczem zapachów
dobrym nie jestem. Mogę powiedzieć jedynie, że perfumy są dość intensywne.
Jeśli chodzi o nuty, to co znalazłam w internecie :
Nuty zapachowe: herbata, bergamotka, kwiat pomarańczy, róża,
frezja, hibiskus, wanilia.
To by było na tyle, jeśli chodzi o moje zużywanie
kosmetyków. Nie jest to oczywiście typowe DENKO, ponieważ kosmetyki zużywam na
bieżąco i staram się nie kupować nowych dopóki nie wykończę starych ( UWAGA! Zasada
ta nie dotyczy lakierów i produktów do ust! :P ).
A Wam jak idzie zmniejszanie asortymentu w swojej szafie?
Pochwalcie się!
Buziaki. :*