18 lut 2014

Shiny Box'y: Prezentacja lutowego i recenzja styczniowego.

Shiny Box'y: Prezentacja lutowego i recenzja styczniowego.
Witajcie kochani! Dokłanie 14 lutego przyszła do mnie paczka z ShinyBoxem. 
Co tym razem znalazło się w środku?



Każdy z produktów użyje z chęcią i właściwie każdy mi się przyda, dlatego też pudełko na luty uważam za udane. Mimo to, skoro firma wydanie tego miesiąca nazwała LoveBoxem myślałam, że w środku będzie bardziej romantycznie... :)

Cofnijmy się wstecz - jak sprawdziły się u mnie kosmetyki z styczniowego Box'a?


Przyznaje, że tego olejku nie nakładałam na paznokcie regularnie, zazwyczaj robiłam to zaraz po wykonanym manicure, ale mimo to muszę przyznać, że dzięki niemu moje skórki są nareszcie dobrze nawilżone... a przecież użyłam go parę razy! 
Nie jestem dobra w wykorzystywaniu oliwek do paznokci, ponieważ przeszkadza mi ich długi czas wchłaniania się, jednak doraźnie na pewno będę jej używać. 


Tego kremu natomiast używam codziennie. Nakładam go każdego ranka, tuż po przetarciu buzi tonikiem.
Dobrze sprawdza się pod makijaż, nie jest ciężki, ale również nie jest za lekki.
Nawilża dość przeciętnie, nie jest to stopień jaki zadowoliłby osoby z bardzo suchą skórą, jednak te z normalną powinny być zadowolone. 
Sama jestem gdzieś na pograniczu tych dwóch. Zużyje go z przyjemnością, ale nie mogę przy nim zapomnieć o głębszym odżywieniu 2x w tygodniu.


Baza - fajna sprawa. Ja używam zawsze na większe wyjścia, albo kiedy wiem, że makijaż nałożony o świcie musi zostać nieskazitelny aż do zmierzchu. :) Ta baza sprawdziła się u mnie bardzo dobrze, ładnie wygładza, nie zapycha i trzyma makijaż dopóki my same nie postaramy się o jego "utylizacje". :)
Nie mam do niej kompletnie żadnych zastrzeżeń i uważam, że nada się do każdego typu cery.


Pierwsze co przychodzi mi na myśl, kiedy patrzę na tą kredkę, to jej opakowanie. Jest bardzo eleganckie i klasyczne. Strasznie lubię automatyczne kredki, więc już od początku byłam dobrze do niej nastawiona.
Kredka jest dobrze napigmentowana, odpowiednio miękka i czarna, jednak posiada sporo drobinek, które są dość widoczne, więc nie zawsze wygląda dobrze.
Trwałość - ja używam razem z bazą Art Deco, więc mam pewność, że wytrzyma do samego końca.


Peelingu do stóp obiecałam sobie używać regularnie i dotrzymałam słowa. 
Bo jest bardzo fajny! :)
Jeśli ktoś, tak jak ja, nie używa pumexu, bo z jakiegoś powodu go nie lubi, to myślę, że będzie to dobry jego zamiennik. Peeling jest naprawdę mocny. Drobinki są ostre i jest ich wiele, dzięki czemu radzi sobie nawet ze zrogowaciałą skórą na piętach. Zaskoczyła mnie jego konsystencja, ponieważ podczas użycia, ma się wrażenie, iż drobinki zespolone są ze sobą za pomocą... wody. Nie ma żelowej konsystencji, ale wszystko trzyma się kupy. 


Tak jak możecie się zorientować po opisach, pudełko styczniowe uważam za bardzo udane. Żaden z produktów mnie nie zawiódł i każdy z nich wykorzystam z wielką chęcią. Oby tak dalej!


12 lut 2014

Mini recenzje zużytych produktów - pielęgnacja i kolorówka.

Mini recenzje zużytych produktów - pielęgnacja i kolorówka.
Kolejne denkowce pojawiły się na horyzoncie, więc czas przyjrzeć się im bliżej! :)


Oriflame Chocolate Dream, płyn do kąpieli i żel do mycia - Zapach... sztuczny, ostry, ale mi tam się podobał. Płyn był do niczego - starczył może na 5x, robił pianę (w końcu sporo go musiałam wlać), ale zapach ulatniał się momentalnie. Żel - był lepszy. Miał ten sam zapach, ale bardziej intensywny i trwalszy, lekko się pienił, mył dobrze. Szału jednak nie zrobił.
Farmona Sweet Secret, kawowy żel peelingujący - Ahhh.... Boże, jak on pachnie! Jak kawa z czekoladą. Raj dla zmysłów. :) Peeling był całkiem niezły kiedy używałam go na sucho, jednak kiedy robiłam to na mokro musiałam się liczyć z tym, że nie odczuje żadnego tarcia. Używało mi się go na tyle przyjemnie, że zaczęłam testować inne produkty z serii Sweet Secret... Kiedyś zrobię zbiorczą recenzję. :)
Freederm, szampon z cynkiem - Miałam nadzieję, że pomoże mi w walce z łupieżem i swędzeniem skóry głowy, tymczasem było na odwrót... Myślę, że dodatkowy komentarz jest zbędny.


Loreal Skin Perfection, płyn micelarny - Absolutny ideał! Bardzo łatwo można nim zmyć makijaż, nie podrażnia oczu ani buzi (a trzeba przyznać, że moja jest delikatna), ma ładne i praktyczne opakowanie, jest niedrogi. :) 
Ziaja, krem do rąk z olejkiem z pestek winogron - Myślałam, że jest przeciętny... Dopóki nie skończył mi się i dopóki nie zaczęłam używać kolejnych kremów, które posiadam. Nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze, bardzo dobrze nawilża, jest raczej bezzapachowy, niedrogi, i co najważniejsze, przepuszcza powietrze! Ja wiem, że to może wydawać się dziwne, ale właśnie za to nie lubię kremów, które używam w tej chwili... Mam wrażenie, że moja skóra nie oddycha, a kiedy zmyje jeden z nich, z rąk czuję ulgę. 
Do tego z Ziaji na pewno wrócę.
Uriage, woda termalna - Do niej, moja miłość, też nie była taka oczywista. Pierw uważałam, że to zbędny gadżet, ale na samym końcu zrozumiałam, że jednak całkiem przydatny.
Super sprawdza się jako "ochładzacz" w cieplejsze dni i jako "spajacz" makijażu. 
Już kupiłam kolejny. 


Astor, Anti Shine Mattitude, puder transparentny - Wydajny, że ho ho, mat, który zostawiał nie był płaski, trzymał wszystko na buzi cały dzień i nie robił "ciasta". Słowem - dobry. :)
Golden Rose Jolly Jewels, lakier brokatowy nr 106 - Co prawda nie jest on pierwszej świeżości, ale trochę się zdenerwowałam, kiedy pewnego dnia zobaczyłam go takiego czarnego... Nie wiem co mu się stało. Jak wyglądał kiedyś możecie zobaczyć tutaj. Lakier był piękny, bardzo lubiłam go używać w okresie świątecznym. Szkoda tylko, że nie było mi dane zużyć go do samego końca.

A Wam jak idzie opróżnianie opakowań? 
Dajcie znać! :)


7 lut 2014

Minimalistyczny makijaż w 5 minut + Wyniki rozdania ShinyBox!

Minimalistyczny makijaż w 5 minut + Wyniki rozdania ShinyBox!
Czasem mam takie dni, w których nie mam ochoty specjalnie szaleć z makijażem. 
Wtedy robię sobie makijaż minimalistyczny, delikatny, podkreślający urodę.
Taki makijaż, jest również dobry, kiedy się śpieszymy, a jednak chcemy mieć coś na buzi.

Zdjęcia bez przeróbki w PS'ach i innych cudach.

Tak wyglądam bez makijażu:


A tak po 5 minutowym "remoncie" :


Co chcę osiągnąć przez taki makijaż?

- wyrównać koloryt cery przy użyciu, niewielkiej ilości, podkładu mineralnego, 
- nie przykrywać korektorem wszystkich niedoskonałości i obrębu pod oczami, ponieważ wtedy makijaż staje się bardziej oczywisty,


- baaardzo delikatnie podkreślić brwi,


- powiększyć oczy za pomocą rozświetlacza, beżowej kredki na linii wodnej i lekko wytuszowanych rzęs,


- podkreślić usta używając do tego, niemalże transparentnego, błyszczyku z ładnie odbijającymi światło drobinkami,


- nadać buzi życia przy pomocy delikatnego różu oraz rozświetlenia policzków, nosa i łuku kupidyna.

Czego użyłam?

Podkładu: Annabelle Minerals Beige Fair (rozświetlającego),
Tuszu: Avon Luxe,
Różu: L'oreal Infailible Forever Pink,
Rozświetlacza: Revlon ColorStay 010 Brighten,
Błyszczyku: Revlon Super Lustrous 205 Snow Pink.

Jak Wam się podoba?
Często robicie sobie delikatny makijaż?
Piszcie koniecznie!

*********************************************
A rozdanie z Shiny Box wygrywa... KarmeLove! 
Gratuluje i proszę o kontakt zwycięzce oraz dziękuję za wszystkie zgłoszenia.
Macie piękne marzenia i życzę Wam tego, aby się spełniły! :)


4 lut 2014

Szczęście małej Daisy - czyli o zwierzaku z odzysku.

Szczęście małej Daisy - czyli o zwierzaku z odzysku.
Ci z Was, którzy śledzą mnie na FB (klik) może już widzieli zdjęcie i krótki opis o tej Pani. 
Dziś za to chciałabym się z Wami podzielić tym małym szczęściem na blogu. :)


Kiedy pisałam na facebooku: "8 letnia Daisy była wcześniej pupilką starszej Pani, która ze względu na coraz gorsze samopoczucie, nie mogła się nią dłużej opiekować. Jest trochę zaniedbana i dość nieśmiała, ale uwielbia się przytulać. Myślę, że szybko dojdziemy z nią do ładu." 
Mijał drugi dzień odkąd mała była u Nas i nie wiedziałam, że to co piszę jest nieprawdą...


Po wizycie u weterynarza, dowiedzieliśmy się, iż Daisy, była trzymana... do rozrodu. O czym świadczyły jej sutki i bardzo zwisająca skóra na brzuchu. 
Jak się w końcu okazało, Daisy nie była pupilką starszej Pani, tylko kogoś (nie wiemy kogo), kto chciał się na niej dorobić...
Szkoda tylko, że ten ktoś, nie dbał o sunie, trafiła do Nas brudna, utuczona jak prosie i strasznie skudlona - co dobrze widać na zdjęciach.


Zapytacie się "Czemu w takim razie, ten ktoś z niej zrezygnował?"
Już odpowiadam: Była już za stara na rodzenie kolejnych dzieci. Według weterynarza ma minimum 9 lat.
Oczywiście, wszystko wiadomo by było od początku, gdyby nie to, że sunia w ciągu jednego dnia zmieniła miejsce zamieszkania 2 razy. Ostatni ludzie, którzy zlitowali się nad nią, nie mogli przygarnąć jej na stałe, ponieważ sami mieli już psa.


W taki więc sposób Daisy trafiła do Nas. 
W tą sobotę była u fryzjera, który musiał zgolić ją prawie na łyso, ponieważ kołtunów nie dało się rozczesać. Wygląda w tej chwili jak zupełnie inny pies.



Po 3 tygodniach pobytu w Naszym domu, zadomowiła się bardzo. 
Odżyła. Jest wesoła, zaczyna się nawet z nami bawić i baardzo, baaardzo lubi być głaskana.


Możliwe, że gdyby ktoś nie zlitował się nad Daisy mogłaby być dziś w schronisku...
Tak więc zastanówcie się 10 razy zanim zdecydujecie się na zwierzaka z hodowli. 
W schroniskach masa zwierząt czeka na nowy dom. 

1 lut 2014

Zakupy kosmetyczne - Styczeń 2014.

Zakupy kosmetyczne - Styczeń 2014.
Już od dłuższego czasu wstrzymuje się z jakimikolwiek zakupami (mimo że wszyscy kuszą!).
W styczniu, za to, odbiłam sobie tą "abstynencje", kupiłam parę mniej i bardziej potrzebnych rzeczy... 

Zaczęło się od zakupów na stronach kosmetykimineralne i kosmetykizameryki:


-Na pędzle z Real Techniques skusiła mnie RedLipstickMonster (przepraszam za brudne rączki, ale nie chcą się domyć. :( ),
-Za podkładem z Revlon'u nieźle się stęskniłam, tym razem kupiłam wersję dla cery suchej i o ton ciemniejszą,
-I nie przeszłam obojętnie koło podkładu L'oreal'a - True Match, który okazał się idealny pod względem kolorystycznym,
-A że odżywka do paznokci również mi się kończyła, to zdecydowałam się na tą z Rimmel'a Stronger Try Harder.


Później wpadłam po parę produktów do Rossmana:


- Od znajomej dostałam sorbet kawowy, który zdecydowanie zachęcił mnie do wypróbowania innych zapachów z serii Sweet Secret Farmony, zaczęłam więc od czegoś bardziej zimowego - masła o zapachu szarlotki,


- Nie wiem czemu, ale nigdy wcześniej nie używałam zalotki... Teraz ją mam i częściej używam na innych niż sobie,
- Bazę również kupiłam z myślą o innych, głównie pod kątem makijaży studniówkowych, które robiłam na dziewczynach, ale nie powiem, że czasem też mi się zdarza z niej skorzystać :),
- Nie lubię się bawić z sypkimi brokatami, więc za radą Maxineczki stwierdziłam, że wypróbuję wersje żelowe (potrzeba mi jeszcze złotego do szczęścia :)).


A pod sam koniec miesiąca, zahaczyłam o nową ofertę Biedry:


- Lakiery z Bell skusiły mnie swoimi kolorami (oczywiście),
- Balsam do ust, zapachem i smakiem,
- A produkty z Lirene dobrymi opiniami. O ile peeling kiedyś miałam i baardzo sobie chwaliłam, o tyle balsam jest dla mnie nowością. 


I skończyłam swoją rozpustę w Inglocie:

(numery cieni: 373, 390, 363, 327)

- Szukałam dobrych cieni matowych (nowe - zaznaczone gwiazdką), choć z ich matów nie wspominam dobrze, to dałam im drugą szansę... Zobaczymy co z tego będzie.
- Oczywiście cienie trzeba było gdzieś ulokować, więc i paletka musiała zostać dokupiona :),
- A przy kasie stała sobie wieżyczka z Beauty Blenderami... i dałam za wygraną. :D Wolę zapłacić 42 zł w Inglocie, niż koło 80 i zamawiać przez Internet. I tak chciałam przekonać się na własnej skórze, jak to z nim jest. :)

A Wy kupiłyście coś w tym miesiącu?
Chwalcie się! :)


Copyright © 2014 Skonfundowana Panna , Blogger