30 cze 2013

Trochę prywaty - zdjęcia, zdjęcia i wartości życiowe.

Trochę prywaty - zdjęcia, zdjęcia i wartości życiowe.
Pierwszy dzień wakacji spędziłam bardzo przyjemnie, ponieważ wraz z M. wybrałam się na zdjęcia...

Oczywiście zanim przystąpiłyśmy do zdjęć, trzeba się było poprawić...


A później już tylko zacząć pozować...




Ale ciężko być poważnym...




Kiedy czas spędzamy w dobrym towarzystwie...


Więc pamiętajmy, że nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem. :)


Dziękuje, że jesteście!
Buziaki! :*

22 cze 2013

Jak zapuszczam swoje włosy cz.3

Jak zapuszczam swoje włosy cz.3
Minęły już następne 2 miesiące odkąd wrzuciłam kolejną notkę na temat zapuszczania włosów (klik!).

Moje kłaki wyglądają teraz tak:

Co z poprzedniej listy udało mi się zrobić?

- Wyłykałam CP, a po jego skończeniu zakupiłam stare, dobre, Drożdże Piwne.
- Dokończyłam Vichy Dercos, ale moje włosy zasypał suchy łupież, więc do ostatniego tygodnia używałam szamponu Noel (skład jak Nizoral), który mi nie pomógł, a następnie kupiłam Catzy, który pozbył się problemu po 3-4 umyciach (!),
- A najważniejszego punktu nie wypełniłam, bo czasu nie było na tyle, żebym mogła trzymać olej z łopianu przez min. 2 godziny.
+ Odżywiałam się bardzo zdrowo.

Co zamierzam robić przez kolejne 2 miesiące?

 - Wykończyć Drożdże Piwne i prawdopodobnie kupić kolejne opakowanie,
 - Myć włosy szamponem dla dzieci z Johnson’a i w razie potrzeby powtórzyć kuracje Catzy,
 - Spryskiwać włosy odżywką z Ziaji „intensywna odbudowa”,
 - Iść do trychologa, bo włosy znów wypadają garściami...,
 + Kontynuować zdrowe jedzenie. :)

Przez te dwa miesiące musiałam ścinać grzywkę przynajmniej 4 razy, na szczęście nie było to dla mnie jakoś specjalnie uciążliwe, ponieważ robiłam to samodzielnie.

Zastanawia mnie fakt, iż na zdjęciach długość włosów prawie się nie różni jeśli chodzi o część najdłuższą, a jak przyjrzymy się bocznym kłakom, okazuje się że sporo urosły!


Nie mam suchych, ani rozdwojonych końcówek, włosów nie podcinałam, więc nie wiem dlaczego tak się dzieję. Ale ważne, że włoski w ogóle rosną. :)

A co Wam udało się osiągnąć przez te dwa miesiące pod względem włosowym? :)
Buziaki. :*

19 cze 2013

Zabawa się zaczęła - ShinyBox czerwiec 2013.

Zabawa się zaczęła - ShinyBox czerwiec 2013.
Dziś po raz pierwszy zawitał do mnie kurier z pudełkiem ShinyBox.
Bardzo jestem ciekawa jakie zdanie wyrobię sobie na temat "pudełkowej akcji", jeśli chodzi o pudełko czerwcowe to sprawa prezentuje się następująco:

Co znajduję się w czerwcowym-urodzinowym pudełku?


A dokładniej:

Dermo Pharma, Maska-kompres 4D - 6,99 zł/21g (produkt pełnowymiarowy)

KMS California, spray odświeżający - 87,00 zł/250 ml (my dostajemy 50ml)

Paese, Szminka w płynie Manifesto nr. 907 - 17,90 zł/6ml (produkt pełnowymiarowy)

Organique, Odświeżający krem do stóp - 27zł/75ml (produkt pełnowymiarowy)

Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny - 16,00zł/300ml (produkt pełnowymiarowy)

Dodatek od Shiny.

Co sądzę o zawartości mojego pierwszego pudełka?

Jestem bardzo zadowolona, wszystkie produkty użyję z chęcią i wszystkie się przydadzą, są na prawdę trafione. Maseczkę mam ochotę odpakować już teraz, fanką peelingów jestem wielką (i ten zapach), suchy szampon w mniejszej pojemności super sprawdzi się na wyjazdy. Pilniczek też się może przydać, no i w końcu będę miała krem przeznaczony specjalnie do pielęgnacji stóp, a nie niewypały do twarzy/ciała/rąk. :D
Jednak szkoda, że nie trafił mi się inny kolor szminki, ponieważ w czerwieni, mimo iż lubię, chodzę bardzo rzadko. Może ta pomadka przekona mnie do noszenia takich kolorów częściej. :)

A Wam jak podoba się zawartość? Jesteście zadowolone?
Ja zaczynam testować i dam Wam znać jak produkty się sprawdzają. 

Buziaki! :*

16 cze 2013

Ostatni ulubieniec moich włosów - Balsam z Olejem Arganowym i Granatem, Green Pharmacy.

Ostatni ulubieniec moich włosów - Balsam z Olejem Arganowym i Granatem, Green Pharmacy.
Już po tytule możecie zorientować się, że dzisiaj przedstawię Wam kosmetyk, który ostatnimi czasy, stał się moim ulubieńcem, czyli :  


Nasz dzisiejszy gość wygląda dość niepozornie. Ot zwykłe plastikowe (trochę jakby apteczne) opakowanie, bez przysadzistych nadruków. 
Nigdy wcześniej nie używałam oleju arganowego, czy solo, czy w odżywkach, więc nie wiedziałam też czego mogę się spodziewać po zastosowaniu tej. 

Jak zwykle testowałam ją na 2 sposoby:

Pierwszy - Tak jak zaleca producent, po umyciu włosów na 5-10 minut. Co u mnie oczywiście się nie sprawdziło, ponieważ kosmetyk obciążył mi włosy.

Drugi - Przed umyciem włosów na min. 5 minut. Czyli sposób, który sprawdza się u mnie od lat, a i tym razem metoda okazała się być słuszną, bo jako że mam włosy cienkie, lekkie, przetłuszczające się, wszystko kocha je obciążać.

Co spodobało mi się w tym kosmetyku?

Zapach - Pierwsze co mi się z tym kosmetykiem kojarzy. Jest niesamowity! Szkoda, że nie mogę Wam go dodać w załączniku. :)
Mogłabym smarować się nim cała, podoba mi się bardzo i uważam, że pachnie jak perfumy. Jednak wiem, że zdania mogą być bardzo podzielone na ten temat, bo np. moja mama nie może wytrzymać tego "smrodu".

Konsystencja - Tak jak opisał producent - balsamowa. Jest to mazidło z typu lekkich, łatwo rozprowadzających się i szybko spłukujących, więc ma u mnie zdecydowany plus. 


Działanie - Czyli to, za co lubię go najbardziej. Powoduje, że moje włosy nie wyglądają jak po różnych wygładzających maseczkach (akurat u siebie nie szczególnie lubię efekt idealnego wygładzenia). Włosy po nim wyglądają zdrowo, są porządnie nawilżone, milsze w dotyku i takie... zdrowsze, ale nie sztuczne wypielęgnowane. :) 
Ciężko mi jest opisać ten efekt, ale mam nadzieję, że to co opisałam, choć trochę Wam go przybliży. 

Opakowanie - Jest wygodne. Ma otwierany dozownik, a plastik nie jest twardy, więc bez problemu można wycisnąć zawartość.

Wydajność - Mamy tu 300 ml za ok. 8 zł, a do tego jedną butelczynę zużyjemy nie wcześniej niż w miesiąc. Jednak to oczywiście zależy od długości naszych włosów, tego ile kosmetyku nakładamy i jak często będziemy go używać. Przy moich średniej długości włosach, myciu co 2-3 dzień i nie żałowaniu go, spokojnie wyrobię ponad miesiąc.


Czy jest coś co mi się w nim nie podoba?

Jest to tylko jedna rzecz, jednak bardzo istotna, a mianowicie:

Skład - Nie jest najgorszy, ale chodzi mi tu bardziej o alkohol. Jest na drugim miejscu, ponieważ na moją skórę głowy działa silnie drażniąco, muszę bardzo uważać żeby przy nakładaniu skupić się tylko na długości włosa. Szkoda również, że cała szata graficzna i sama firma wykazuje zapędy na dosyć naturalne kosmetyki, ale słówko "dosyć" ma tu duże znaczenie. Spodziewałam się, że olejek arganowy będzie przynajmniej na drugim miejscu, natomiast jest na trzecim, zaraz po wodzie, alkoholu i Cetrimonium Chloride. Za tą cenę co prawda nie możemy spodziewać się arganu na pierwszym miejscu, ale nie każdy potrafi czytać składy i po prostu może się nadziać, więc wniosek z tego taki, żebyśmy nie dawały się nabierać i zainteresowały się czytaniem składów.


Podsumowanie: Z alkoholem w składzie jakoś mogę sobie poradzić, a że produkt ten dobrze oddziałuje na moje włosy, to czemu miałabym go nie używać?
Nie mam pojęcia czy zaopatrzę się w niego ponownie, ponieważ, balsam ten zachęcił mnie do spróbowania innych z olejem arganowym. Ale w zależności od tego, jak te kolejne będą na mnie działały - albo do niego wrócę, albo nie. Na tę chwilę jest moim ulubionym kosmetykiem do pielęgnacji włosów. :)

A Wy miałyście z nim styczność? Byłyście zadowolone? 
Buziaki. :*

10 cze 2013

O.P.I. You're Such A Budapest. - swatche i wstępne przemyślenia.

O.P.I. You're Such A Budapest. - swatche i wstępne przemyślenia.
Jest i obiecany O.P.I. :) 

Tak jak myślałam, kolor bardzo ciężko było mi oddać na zdjęciach, jednak starałam się jak mogłam. Jest to (dla mnie) idealna mieszanka niebieskiego z fioletem, wygląda wiosennie-letnio, uroczo i elegancko.
Będzie świetnie wyglądał i na bardzo bladych dłoniach i na bardzo ciemnych.
Jeśli chodzi o pierwsze wrażenia dotyczące schnięcia/nakładania/trwałości itp. to jestem jak najbardziej na tak, ten kolor zachęcił mnie do kupna kolejnych O.P.I.'ków. Jednak z dokładniejszą recenzją się jeszcze wstrzymuję, bo po pierwszym razie nie o wszystkim da się powiedzieć.







Podoba się Wam?
Polecacie mi jakieś O.P.I.? 
Buziaki. :*

7 cze 2013

Haul: Pielęgnacja, kolorówka, ubrania i świece.

Haul: Pielęgnacja, kolorówka, ubrania i świece.
Zacznę od ubrań, bo ich najmniej. Z racji tego, że cały czas dążę do szczuplejszej wersji siebie, nie kupuję ciuchów. Jednak doszłam do momentu kiedy chodzę w tym samym non-stop, ponieważ resztą mogę obwinąć się dwa razy, a wielkich zakupów nie ma co robić, bo przecież chudnę dalej.
Dlatego też wybrałam dwie rzeczy, które odświeżą moją szafę i będą dobrze wyglądały nawet kiedy będę szczuplejsza:

Bluzka - C&A (49,90 zł)
Legginsy - H&M (49,90 zł)

Z pielęgnacji kupiłam (i wymieniłam) parę rzeczy, które albo mi się skończyły, albo po prostu, ze względu na cenę, warto było zrobić wcześniejszy zakup, i tak już planowany. :)

Bielenda - krem ochronny 50 SPF (?),
Victoria's Secret - mgiełka (?),
Pearl Drops - pasta wybielająca (ok. 17 zł).

Ziaja - odżywka bez spłukiwania (ok.11 zł),
Catzy - szampon (ok. 14 zł),
Ziaja - krem do rąk (ok.6 zł)

Kupiłam również parę produktów z kolorówki, jednak zanim to zrobiłam, upewniłam się czy mogę - czyli zajrzałam jak idzie mi denkowanie co poniektórych. Obliczenia wyszły pomyślnie więc pozwoliłam sobie. :)

Sache Vite - lakier przyśpieszający wysychanie (?),
OPI - You're Such A Budapest (49 zł),
Eveline - Odżywka multiwitaminowa (ok. 8 zł).

Essence - Matowy błyszczyk "Velvet Rose" (?),
Jelly Pong Pong - Nawilżający lip stain (?).

I na koniec coś co było (dla mnie nawet) największym zaskoczeniem, czyli: 

Yankee Candle - Duży słój "Fireside Treats" ( 70 zł %),
tarty Strawberry Buttercream i Vanilla Cupcake.

Dlaczego zaskoczeniem? Abo ja należę do osób, które do zapachów przywiązują uwagę... zerową. A szczególnie jeśli chodzi o te domowe. Zawsze uważałam, że jest to zbędny wydatek, że za te pieniądze mogę kupić wiele innych rzeczy. Kiedy widziałam kolejne filmiki i posty na temat YC od razu miałam odruch wymiotny. Do momentu kiedy ich nie powąchałam... 
Zapach Fireside Treats podziałał na mnie tak, że mogłabym się z nim kąpać, spać, jeść, czytać książki, pływać, płakać, skakać, cieszyć się i wie innych. (:D) Nie wiem co w nim jest, ale na pewno coś co zgniata mnie od środka i powoduje natychmiastowy relaks. Stąd największy słój, który udało mi się kupić w cenie średniego.
Z ciasteczkiem również spotkałam się wcześniej i stwierdzam, iż jest to mój drugi ulubiony zapach.
A krem wzięłam w ciemno (po połówce ze znajomą), której z tego miejsca chciałabym podziękować za świetne towarzystwo. :)

W przyszłości chciałabym napisać więcej na temat tych tart i świec, ale nie wiem czy ktokolwiek ma ochotę jeszcze o nich czytać.

Jestem baardzo ciekawa jak wszystkie z w.w. rzeczy będą się sprawdzały. W szczególności OPI, bo jeszcze go nie otwierałam, a jest to mój pierwszy lakier tej firmy. Na pewno swatche pojawią się na blogu. :)

A Wy kupiłyście ostatnio coś co sprawiło Wam dużą przyjemność?
Udanego weekendu.
Buziaki. :*
Copyright © 2014 Skonfundowana Panna , Blogger