30 maj 2013

Delikatne brązy na deszczowe dni.

Delikatne brązy na deszczowe dni.
Ostatnimi czasy powróciłam do makijaży w brązach. Pogoda nie nastraja mnie do tego żeby szaleć z kolorami, więc stawiam na te klasyczne. Dzisiaj prezentuje Wam jeden z moich ulubionych - podkreślający oko. :)

Twarz:
Podkład - Rimmel Match Perfection, Light Porcelain + Garnier BB, Light dla skóry mieszanej i tłustej.
Puder - Manhattan Soft Mat Loose Powder, Natural.
Rozświetlacz - Revlon ColorStay Mineral Finishing Powde, Brighten.
Róż - Inglot nr 98.

Oczy:
Baza - Mac Paint Pot, Bare Study.
Zew. kącik i podkreślenie linii rzęs - Jeden z cieni Sleek Au Naturel.
Wew. kącik - MySecret Star Dust nr 1.
Tusz - Wibo Extreme Lashes.

Usta:
Pomadki - Rimmel Airy Fairy + Oriflame Spectacular Nude.







Mam nadzieję, że się podoba. :)
A Wy czego ostatnio używacie najchętniej?

Buziaki. :*

19 maj 2013

Bo nie ma większej wartości niż przyjaźń... - Figiel.

Bo nie ma większej wartości niż przyjaźń... - Figiel.


Mam nadzieję, że żadnemu z Nas nie brak takiego przyjaciela.
Miłej niedzieli! :)

12 maj 2013

Niedzielny Makijaż + Strój Dnia.

Niedzielny Makijaż + Strój Dnia.




A tu macie OOTD:



Wam życzę miłej niedzieli, a sama lecę się uczyć.
Buziaki! :*

10 maj 2013

Buble i Hity z Oriflame - recenzje w pigułce.

Buble i Hity z Oriflame - recenzje w pigułce.
 Kosmetyki katalogowe typu Oriflame czy Avon od zawsze jakoś mniej mnie interesowały, głównie ze względu na słabszą dostępność i brak możliwości zobaczenia produktu na żywo.
Osobiście jeśli już coś kupuję to z poleceń wizażowych, Avon odłożyłam na bok już dawno, za to Oriflame trochę bardziej mnie zainteresował i zatrzymał przy sobie. Jakiś czas temu odezwała się do mnie jedna z konsultantek tejże firmy z propozycją przetestowania paru kosmetyków, które dzisiaj przedstawię Wam po krótce (czyt.: spróbuję).

Kokosowy krem do ust – Produkt kultowy, chyba najbardziej znany spośród kosmetyków Ori. Nie wiem jak to jest z moimi ustami, ale czego bym nie nałożyła na nie – Carmex, Nivea, Ziaja, Tisane, The Body Shop, Isana etc. – efekt będzie ten sam, czyli świetny. W tym przypadku nie było inaczej, skórki znikały, usteczka były niesamowicie wygładzone i przyjemne. Konsystencja i zapach również mnie zadowoliły, kokos najbardziej kojarzy mi się z latem i najmilej w tym okresie mi się go używa, zapach jest bardzo słodki. Konsystencja za to jest niesamowicie przyjemna, wazelinowo-olejkowa, sprawia wrażenie bogatej i powoduje, że mam ochotę smarować się non stop. Niestety znalazły się również dwa minusy: cena, regularna (25zł) wydaje mi się zbyt wysoka, za to w promocji (ok.10 zł) robi się zdecydowanie korzystniejsza za 13g. I opakowanie, które jest koszmarnie niepraktyczne. Nie da się (z paznokciami dłuższymi niż do opuszka) wyciągnąć inaczej produktu, niż go podważając, zdecydowanie dużą wygodą jest większe i bardziej płaskie opakowanie jak u masełek z Nivea.

Błyszczyk Sparkle In Paris odcień Caramel – To już mój drugi z serii Beauty Powershine i bez wahania stwierdzam – Kocham!  Jedne z lepszych błyszczyków jakie miałam w ogóle. Zachwycająca wodnisto-olejkowa konsystencja, brak uczucia „miecia” czegoś na ustach, dodatkowo świetna pielęgnacja, fenomenalny aplikator i bardzo dobra trwałość (bez jedzenia spokojnie 3- 4 godz.), drobinki które cudownie się mienią i mocny efekt tafli. Kolor Caramel na ustach jest przeźroczysty i mimo moich upodobań do mocnych kolorów, ostatnio noszę go notorycznie. Jeszcze chwila i kupię sobie inne. :) Cena również nie jest niska (25 zł za 5ml) jednak w częstej promocji można dostać za ok. 20 zł.

Eyeliner w pisaku Stylo (Black) – Tutaj już pół na pół. Nie ustępuje niczym sławnemu eyelinerowi z Essence w żelu, a dodatkowo jest sto razy bardziej poręczniejszy. Bez bazy niestety trwałość jest parogodzinna, jednak u mnie to norma. Z bazą za to trzyma się do momentu zmycia, nie blaknie, nie odbija się, a kreskę z łatwością można zrobić od tej ledwo widocznej do bardzo grubej, i to naprawdę szybko i sprawnie. Zdecydowanie się polubiliśmy, tylko znów cena jest trochę zaporowa (ok.30 zł za 1,6g) i nie można też określić na ile starcza, czy przypadkiem nie zdąży wyschnąć w połowie. :(

Tusz Volume Build – Masakra, masakra, masakra. Nawet nie zaprezentuje go Wam na oku, bo boję się go używać, a to dlatego, że gość ma w sobie coś co sprawia, że podrażnia moje oczy, a rzęsy wysusza tak, że wylatują w trakcie demakijażu… Do tego efekt jest raczej delikatny – lekkie wydłużenie i małe pogrubienie, a szczoteczka jest tak ostra, że bardziej nadaję się do pastowania butów. Nie dziękuję, chcę mieć jeszcze rzęsy. Cena to ok. 30 zł za 8ml.


Podkład Giordani Gold Adaptive Foundation – Dla mojej buzi nie nadaje się kompletnie, ponieważ jest najżółtszy ze wszystkich podkładów jakie miałam i kryje może w 5%, a do tego (niezależnie od bazy/kremu/sposobu nakładania) uwielbia robić placki. Co prawda wyrównuje koloryt cery i trzyma się cały dzień, ale to jednak za mało. Najjaśniejszy odcień jest o jakieś 2 tony za ciemny (Revlon ColorStay 110 Ivory tonem jest dobry,ale za to ciut za różowy :D), dlatego dałam sobie z nim spokój. Za to moja mama bardzo się z nim polubiła i naprawdę dobrze w nim wygląda, nie robi jej placków na buzi, a znikome krycie jej służy. Cena  ok.59 zł za 30 ml.  

Podsumowując: Oriflame jak każda inna firma ma swoje buble i hity, cieszę się, że w wyżej wymienionych kosmetykach znalazłam coś co będę z chęcią używała, ale też coś przed czym mogę Was przestrzec.  Nie zapominajcie jednak o tym, że to co u mnie się nie sprawdziło nie znaczy, że nie sprawdzi się u Was. Jak było to np. w przypadku podkładu.

Macie swoje hity i buble z Ori? Lubicie firmy katalogowe?
Buziaki. :*

P.S.:Jesli chcesz poznac korzysci z bycia konsultantem oiflame i kupowania produktow w cenach hurtowych kliknij na http://www.my.oriflame.pl/domcia

4 maj 2013

Wzorek na paznokcie dla początkujących lub beztalenci.

Wzorek na paznokcie dla początkujących lub beztalenci.
"Chwaliłam" się Wam już, że moje wzorki na paznokcie to bardziej paciaja 3 latka niż jakikolwiek twór artystyczny. Jest to zasługa moich derilkowych rąk i braku ćwiczeń (no bo jak tu nabrać chęci skoro nawet jeden paznokieć nie wychodzi).
Jednak znalazłam coś, co i dla początkujących we wzorkowaniu i dla tych, którzy mają dwie lewe ręce, się nada. 

A mianowicie, skromnie nazwane przeze mnie, schodki.

Niby nic specjalnego, nic nadzwyczajnego, ale zawsze na paznokciu coś się dzieję i wygląda to ciekawie.
Do tego jest proste (skoro ja tak twierdzę to musi być banalne):

(GR - nr 386, BarryM - Muhroom, Essie - Fiji)

Wystarczy wybrać sobie 3 kolory, a następnie jeden z nich nałożyć na całą płytkę paznokcia, poczekać aż wyschnie, później innym kolorem zrobić trzy/cztery pociągnięcia różnej długości (może być stopniowo, ale też nieregularnie), poczekać aż wyschnie, i wreszcie, nałożyć trzeci lakier identycznie jak poprzedni, tyle że trochę wcześniej/krócej.





Mnie tam się podoba. A Wam?
Znacie jakieś równie proste wzory?
Buziaki. :*
Copyright © 2014 Skonfundowana Panna , Blogger