29 gru 2012

Wszystkiego makijażowego w Nowym Roku!

Wszystkiego makijażowego w Nowym Roku!
Kochani, dziś znów same zdjęcia, za to makijażu. :)






Na ustach: Ukochana szminka Rimmel Vintage Pink (każdemu neutralnemu bladziochowi będzie pasować jak ulał!). Ja jestem nią totalnie zauroczona i nie mogę się odczepić. To dobra alternatywa dla mocniejszych kolorów, w których czujecie się źle.

Chciałaby Wam życzyć udanej zabawy Sylwestrowej, czy będziecie spędzać ją w domu, czy na zorganizowanej imprezie, czy ze znajomymi, czy sami - bawcie się dobrze! Tańczcie do upadłego, śpiewajcie i łamcie nogi w obcasach, za to żeby 2013 był lepszy od teraźniejszego. 

+



Buziaki! :*

27 gru 2012

Życie codzienne w zdjęciach 2.

Życie codzienne w zdjęciach 2.
[Jeśli chcecie zobaczyć dane zdjęcie dokładniej, po prostu na nie kliknijcie. :)]








Buziaki. :*

P.S.: Pod choinkę dostałam najcudowniejszy prezent na świecie - Nikona D3100, którym są zrobione powyższe zdjęcia.
A Wy co dostałyscie? Chwalcie się!
P.S.2: Ostatnio trądzik robi sobie z mojej twarzy miejsce zamieszkania, więc udawajcie że tych niedoskonałości tam nie ma.

23 gru 2012

Paznokcie na święta i "życzenia".

Paznokcie na święta i "życzenia".
Miałam nadzieję i byłam nawet tego pewna, że przed świętami zrobię jeszcze dla Was makeup, niestety nie udało się. :(
Za to mam dla Was paznokcie, które królują u mnie ostatnimi czasy - prosto i świątecznie.
Oczywiście główną rolę spełnia tu Golden Rose Jollly Jewels nr. 106, a biel to również Golden Rose Sweet Color nr.04, którego niestety nie mogę polecić, bo ma słabe krycie...


I oczywiście: Prócz zdrowia nie życzę Wam nic więcej, bo reszta sama przyjdzie.

Buziaki!! :*



19 gru 2012

Haul: Inglot i H&M.

Haul: Inglot i H&M.
Wczoraj wybrałam się do galerii w związku ze zbliżającymi się świętami i...sprawiłam sobie mini gwiazdkowo-urodzinowe prezenty. :D

Przymknijcie oko na zdjęcia, bo naprawdę nie nadaję się do robienia zdjęć zakupom...

Jak pewnie wiecie, we wszystkich sklepach są duże przeceny, niestety już większość rzeczy jest poprzebieranych, ale mi udało się trafić na 2 cudeńka:

1. Bluzę, która w H&M'ie wisi już od nie wiem kiedy, a pamiętam że odkąd zobaczyłam ją te parę miesięcy temu, już mi się podobała, tyle że 130 zł za kawałek materiału... Nie, ja nie z tych. :P
Dlatego też upolowałam ją za 40 zł!

2. Również H&M'owska rzecz, świetna teczka. Jak to teczki mają w naturze - sztywna, ale niestety bez zamka w środku. Ale wzór mnie tak urzekł, że nie darowałam sobie. :) Cena - 60 zł %.

3. Musiałam wstąpić do Inglota po paletkę na cienie, bo niestety mój GlamBox jest w strasznym stanie i ciągle denerwuje mnie jego otwieranie. Dlatego też wybrałam pustą paletkę na 10 kółek (ok.19zł), dwa cienie, które niestety na zdjęciu nie wyglądają tak cudownie jak na żywo (google też są dobre), oraz bibułki matujące za połowę ceny (9zł).


Jak się podobają moje zakupy?
Upolowałyście coś na %?
Buziaki! :*

16 gru 2012

Peelingowy Orient(ana) - recenzja.

Peelingowy Orient(ana) - recenzja.
Ten świąteczny klimat wprowadza mnie w lenistwo, przez co ociągam się z wpisami. Coś trzeba z tym zrobić!
Na szczęście spięłam się w sobie i dziś chciałabym Wam wspomnieć o ciekawym produkcie.
Chodzi o (dokładnie) "Naturalny Peeling z Olejkami. Jaśmin, Szafran, Zielona Herbata"  firmy Orientana.
(Wybaczcie brak ogólnego zdjęcia produktu, ale nie posiadam już naklejki, która się na nim znajdowała.)

Pierwsze co pomyślałam kiedy go zobaczyłam "Boooże jaki mały!". Jest na prawdę niewielki, 100g zamknięte w słoiczku, a nie w tubce, więc mamy wrażenie, że produktu jest jeszcze mniej.

Opakowanie dostaje ode mnie bardzo duży plus, ponieważ metalowa nakrętka wygląda świetnie + twardy plastik, spowoduje że nic nam się nie stłucze, ani nie zgniecie. Zostawiam je sobie na wyjazdy.

Kiedy go otwieracie, nie panikujcie, nie rozpuścił się. ;) Ma dwufazową formułę, przez co wygląda dość specyficznie, na górze pływa olej, a na dole leży sól z roślinkami w brąz kolorze.

Zapach mogłabym określić jako ciepły, przyjemny, czuje w nim jaśmin i szafran. Zielonej herbaty się nie doszukałam.

Testowałam go właściwie na 3 sposoby:
1. Mokre ciało - niestety, ale efekt złuszczenia naskórka był znikomy i dla mnie to najgorsze rozwiązanie. Nie czułam właściwie żadnego efektu. Dlatego też mówię tej metodzie niezaprzeczalne NIE.
2. Suche ciało - peeling przechodzi metamorfozę i staje się niesamowitym zdzierakiem, dla mnie bomba. :) Ciało jest świetnie oczyszczone, jednak na ciele pozostaje olejowy filtr. Niestety, nie przepadam za ni,.
3. Ręce - po dłuższych namysłach uznałam to za najlepsze rozwiązanie, a czemu?

Decydującym aspektem jest jego wydajność, kiedy chciałabym go używać zawsze na całe ciało, starczyłby mi na max. 5 razy, czyli nie za wiele. Za cenę 27 zł...czy ja wiem?
Po za tym niestety zostawia warstwę ochronną na skórze, co nie każdemu musi odpowiadać. W zimę przeżyje, ale przyjemnością to to nie jest.
Dodatkowo peeling strasznie śmieci w wannie, aczkolwiek mnie to nie przeszkadza, bo przecież wystarczy dobrze ją opłukać.

Dlatego też zaczęłam używać go do rąk - najprzyjemniejsze rozwiązanie. W sezonie grzewczym moje dłonie są makabrycznie przesuszone, a ten produkt pomaga mi utrzymać je w dobrym stanie. Do tego tak mocno oczyszcza, że po zabiegu następuje efekt "wow" (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, olejowa warstwa nie odbija się na niczym, dla mnie nadaję się idealnie.

Dodatkowo (o czym muszę wspomnieć):
+ Produkt jest naturalny,co w tym przypadku wiąże się z fajnym składem,
+ Nie testowany na zwierzętach.

Podsumowując: Jeżeli macie świra na punkcie dłoni, to musicie spróbować, a jeśli nie...to też polecam! Jest to ciekawy kosmetyk i jak to z produktami naturalnymi bywa, odczucia mogą być skrajnie różne, więc a nóż Wy polubicie jego zastosowanie na ciele, a może pokochacie jako peeling do rąk.

Miałyście? Polubiłyście się?
A może macie inny, godny polecenia, produkt tej firmy?
Buziaki! :*

12 gru 2012

Próbki, próbeczki...

Próbki, próbeczki...
Prócz kosmetyków pełnowymiarowych, często w formie giftu dostajemy próbki. O podkładach-próbkach pisać nie będę, bo wszystkimi kończynami mogłabym się podpisać pod postem Kasi, która napisała porządną notkę na ten temat.

Z kolorówki, jedyne o czym chcę wspomnieć to tusze Lancome. Miniaturki są genialne, dają efekt, który mi się nawet nie śnił. Po czym kupuje duży produkt i...klapa. :( Zachowują się kompletnie inaczej! Nie wiem jak to się dzieję, ale słyszałam, że nie tylko ja mam z tym problem.

Jestem ciekawa za to waszej opinii dotyczącej miniaturek pielęgnacyjnych.
Jakie jest wasze podejście do próbek? Lubicie, stosujecie, czy wyrzucacie od razu do kosza?

Jeśli chodzi o mnie, ja bardzo lubię testować jakieś wersje mini (nie tylko w saszetkach) ponieważ przy wielu produktach przekonuję się, że nie muszę kupować pełnowymiarowego opakowania, ze względu na działanie, które mi się nie podoba. Czasem, ale to bardzo rzadko, dany gratis zachęca mnie do kupna pełnowymiarówki i jestem z niej zawsze bardzo zadowolona.

Są oczywiście niektóre produkty, których działania nie możemy określić po jednym użyciu, ale za to możemy od razu zorientować się, czy chociażby konsystencja i zapach jest dla nas odpowiednia. 

Żeby nie było bezzdjęciowo, to wrzucam „kolekcję” giftów, którą staram zużywać się na bierząco:

Wystąpili:
Głównie próbki kosmetyków organicznych ze strony biogreenhouse,
Parę próbek kremu do cery naczynkowej z Ziajki,
próbasy szamponu i odżywki Goldwell,
I nawet jeden podkład  Ireny Eris! (który pewnie i tak okaże się za ciemny. :/)

Buziaki! :*

6 gru 2012

Mikro denko-recenzenko. Lakier nawierzchniowy Duri.

Mikro denko-recenzenko. Lakier nawierzchniowy Duri.
Ta recenzja w końcu w miarę krótka, więc mam nadzieję że z chęcią przeczytacie. :)
Dobre parę miesięcy temu (dokładnie 9) dostałam paczkę od  Duri, a w niej znajdował się prócz dwóch kolorów lakier nawierzchniowy. Dziś skończył on swój żywot, dlatego też myślę, że to dobry czas na recenzje.

Plusy:
+ Niesamowicie nabłyszcza! Jak na razie znam jeden lakier, który robi to ciut lepiej (ale to nie o nim dziś!).

+Świetnie wyrównuje różne odgniecenia na paznokciach.

+ Baaaaardzo przyśpiesza wysychanie lakieru kolorowego. Zazwyczaj nakładałam kiedy jakiś kolorek na paznokciach wysechł mi do połowy, minuta później i można robić wszystko.

+ Duża butelka. 15 ml to bardzo dobry rozmiar.

+ Wygodny pędzelek, dosyć płaski, bardzo plastyczny.

+ Przez większość użytkowania lakier „rozlewał” się idealnie po płytce nie zostawiając żadnych smug, tylko piękną tafle.

+ Jest wydajny. Dzięki swojej dość wodnistej konsystencji, potrzeba go było naprawdę niewiele. Przy malowaniu paznokci co 3-4 dni, starczył mi na 9 miechów.

Minusy:
- Niestety, ale po 8 miesiącu już zaczął gęstnieć i sprawiać problemy (czyt. trochu się ciągnął). Na szczęście rozrzedzić spokojnie go można.

- Przy tej ilości jaką mam w tej chwili, trochę się trzeba nagimnastykować żeby wyciągnąć coś z buteleczki.

- Cena – ok. 35 zł. Nie dla każdego odpowiednia.


Podsumowując: Bardzo się polubiłam z gościem. Nie mogę jakoś specjalnie doczepić się do minusów, ponieważ ja spotykam się z tym w większości emalii, jak nie we wszystkich.
Czy kupie ponownie? Mimo bardzo fajnego efektu na paznokciach, dużej wydajności i szybkiego schnięcia, na razie nie… ale to tylko ze względu na to, że w szafce czekają kolejne 3 Topy do zużycia. ;)


Miałyście z nim do czynienia? Macie swój ulubiony lakier nawierzchniowy?
Buziaki. :*

P.S.: Dawno nie pisałam o lakierach... Chyba muszę to nadrobić, bo źle mi z tym! :P

4 gru 2012

Chcecie poznać moją niekosmetyczną stronę? Zapraszam!

Zdecydowałam się na zrobienie Tag'u, ponieważ pomyślałam, że może chciałybyście dowiedzieć się co nieco o mnie. :)
Tag nazywa się Liebster Blog Avard i odpowiadam w nim na pytania, które zadała mi blogerka (Majorka).

 Zaczynamy!

1.Jaki jest twój ulubiony wokalista/artysta?
Oooj, temat rzeka. Nie mam jednego ulubionego, słucham głównie rocka i uwielbiam polską, starą muzykę. Jednak generalnie jestem multigatunkowa. :)  Zespoły, oraz wykonawcy, których najczęściej słucham to: Myslovitz, Marylin Manson, Block Party, Maria Peszek, Pezet, Metronomy, Example, Foals, T.Love, Strachy na Lachy itd… Ze wszystkimi polecam się zapoznać!

2.Ulubiona projektantka?
Uwielbiam patrzeć na dopiero co wschodzących projektantów, często mają niesamowite rzeczy, za dobrą cenę. Z zagranicznych zdecydowanie Alexander McQueen jest na pierwszym miejscu, dalej Vera Wang i Marc Jacobs. Z Polskich: Natalia Jaroszewska, Gosia Baczyńska i Paprocki&Brzozowski.

3.Największe marzenie blogowe?
Prowadzić tego bloga aż do śmierci. :)

4.Który blog cenisz najbardziej?
Nie będę tu wyliczała, bo to nie ładnie, to raz, a dwa… lubię blogi, które są konkretne, można pooglądać trochę nowości, ale też czasem wkradną się bardziej życiowe posty.

5.Ulubiony sklep?
Biedra. :D A tak serio, jeśli chodzi o ubrania i dodatki to New Look.

7.Słodycze czy Owoce?
Jasne, że słodycze! Czekolada, marcepan, pianki, żelki, mmm… Ale owoce też lubię mandarynki, banany, granaty, arbuzy, śliwki, borówki, figi, maliny i liczi. Więcej grzechów nie pamiętam. 

8.Co sądzisz o Creepersach?
Podobają mi się, ale u innych, sama jak je miałam okazję założyć to czułam się jak w butach ortopedycznych.

9.Wymarzony prezent?
Zdrowie, z niematerialnych. A z materialnych... nie mam takich. Do wszystkich mogę dojść sama. Mam bardziej marzenia typu: przeprowadzka do Warszawy, albo Krakowa. Przestrzenny dom, z wielkimi oknami. Sylwester na dachu też by się przydał. :)

To teraz moja kolej!
Proszę wszystkie moje Obserwatorki o odpowiedzi w komentarzach:
1. Co lubicie robić w wolnym czasie?
2. Co jest Waszą życiową inspiracją?
3. Najgłupsza sytuacja jaka Wam się przytrafiła?
4. Na co zwracacie uwagę u ludzi? Czy są cechy człowieka, które od razu skreślają go z listy?
Będzie mi bardzo miło! (Też bym chciała coś o Was wiedzieć!)

Buziaki! :*

1 gru 2012

Najlepsze z najlepszych...CIENIE.

Najlepsze z najlepszych...CIENIE.
Wpadłam na pomysł, aby podzielić się z Wami moim najulubieńszymi, najlepszymi, najczęściej używanymi cieniami do powiek. Wszystkich cieni mam ok.100 więc z tej liczby spokojnie mogłam wybrać te najpiękniejsze, które kiedy mi się skończą kupię ponownie.Coby nie przedłużać...

Wszystkie z pokazanych:
-Mają *bardzo* dobrą pigmentacje,
-Świetną konsystencje,
-Niesamowite kolory,
-Najlepsze wykończenia,
-Nie sprawiają kłopotów przy nakładaniu,
-Nie blakną,
-Z bazą trwają cały dzień,
- Pięknie podkreślają piwno-orzechową tęczówkę (moją),
-Nadają się na każdą okazję - makijaż wieczorowy, dzienny, na spacer, na randkę, na bal, do pracy, kina, baru...WSZĘDZIE!
-Tak, to są moim zdaniem cienie idealne. :)

To teraz obejrzyjcie: 
(Lepsze widoki po kliknięciu na zdjęcie)


Zdjęcia na ręce najlepiej oddają kolory.

1. NYX Loose Eyeshadow nr (??) - Taupe idealny! I akurat on jedyny na ręce nie chciał sie pokazać. :( Na oku wygląda trochę bardziej brązowo, niż na zdjęciu poniżej. Nie mniej jednak...Taaak błotnisty, intensywny, z miłą konsystencją i pięknym wykończeniem. Bardzo lubię go używać na całą powiekę, bez żadnego innego cienia. Na razie mam odsypkę, ale kiedy tylko sięgnę dna, zacznę wszczynać poszukiwania. Nie widziałam (a już się trochę naoglądałam) lepszego odcienia taupe.

2. Inglot nr 35 - Fiolet ze złotem to najpiękniejsze połączenie dwóch kolorów. Inglot zrobił to dla mnie wzorowo. Efekt na powiece można stopniować. Niesamowicie wygląda położony na całą powiekę sam, ale również cieniutką warstwą na jakieś maty.

3. Inglot nr 419 - Takiej zieleni jeszcze nikt nie widział. Delikatnie wpadająca w oliwkę, ze złotymi, mocno zmielonymi drobinkami, oczywiście solo wygląda bombowo, i za dnia i wieczora.

4. Inglot nr 488 - Troszkę świnkowy na ręce, jednak na powiece to typowy, matowy, blady róż, świetny do delikatnych, dziennych makijaży, w połączeniu z ciemniejszym, czekoladowym brązem...marzenie!

5. Sleek (Paletka Au Naturel) - To jedyny cień, którego nie kupię ponownie, ponieważ nie będę kupować całej paletki, aczkolwiek odpowiednik znajdzie się na pewno. Idealny kolor ecru, równie idealnie matowy. Świetnie się sprawdza jako rozświetlenie wewnętrznego kącika oka, ale również jako zestaw cień + mocna krecha.

6. i 7. MySecret nr 317 (Paletka) - Jakież to są pastele! Świetnie rozbielone, z bardzo dobrą pigmentacją, odpowiednio matowe i nie robiące problemów (a wiadomo, że to różnie bywa). Uwielbiam je i zimą i jesienią. Z paletką mamy również róż, który też bardzo lubię, jednak nie jest on już dla mnie kolorem "do wszystkiego".

8. MySecret Star Dust nr 10 - Żywe srebro jak się patrzy! Odcień najsrebrniejszy (ach, ta mowa polska...) z tych, które posiadam i widziałam. Nie ma mocno zmielonych drobinek, ale w tym przypadku, jest to jego atut, ponieważ nie wygląda tak tandetnie na oczach, jak reszta srebra. Najbardziej podoba mi się nałożony na środek powieki, jako element rozświetlenia makijażu i "wybicia" oka. W kąciku wygląda równie pięknie, ale tą wersje wolę nosić wieczorami.

9. MySecret Star Dust nr 1 - Ponoć odpowiednik MAC Vanilla (ponoć, bo ja nie posiadam tego Mac'ka). Na ręku wygląda na biel, w słoiczku na żółć, a na żywo właśnie coś pomiędzy. Nie znam lepiej wyglądającego cienia w wewnętrznym kąciku oka.

10. MySecret Star Dust nr 4 - Ostatnie cudeńko. Intensywny pomarańczowo-koralowy kolor zmieszany ze złotem. Bardzo mocno zmielony, przez co na oku wygląda jak tafla wody. Bardzo rozświetlający kolor, na całą powiekę nadaję się według mnie bardziej na okres wakacyjny. W tej chwili jako akcent jest równie mile widziany. 

I jak się podobają moja ukochane kolory? Macie któryś, czy może skusiłam Was do kupna?
Podzielcie się swoimi najulubieńszymi odcieniami, też chce wiedzieć! :)
Buziaki. :*

P.S.: A tak wyglądały przygotowania:
Copyright © 2014 Skonfundowana Panna , Blogger